niedziela, 31 maja 2015

Dywan

Dzisiaj krótko i treściwe.
Ukończyłam mój, jak do tej pory, największy projekt szydełkowy: dywan z bawełnianego sznura.


Zużyłam:
5 motków sznurka, długości ok. 50-60 m, grubość 5 mm (250g/motek)
ok. 3 godzin czasu (zasiadałam do niego przez kilka wieczorów, po ok. 20 min.)




Dywan jest gruby, mięsisty i miękki. To ostatnie cenię sobie najbardziej, bo u nas często siedzi się na podłodze. Do tego jest ładny :) Naoglądałam się podobnych na wielu blogach i postanowiłam spróbować swoich sił. Z myślą "najwyżej spruję" dobrnęłam do końca, czyli w tym przypadku średnicy 80 cm (choć mogłabym jeszcze długo dziergać i powiększać go w nieskończoność).

Na koniec jeszcze tak modne ostatnimi czasy zdjęcia ze stopami :P



Jak Wam się podoba?

Pozdrawiam i dziękuję za Wasze komentarze!

niedziela, 24 maja 2015

Sznur i sznurek

Sznur panoszy się po mieszkaniu. Nic nie poradzę, że to tak bardzo wciąga. Kolejne koszyki się namotały. Nie wszystkie załapały się na zdjęcia, ale i nie ma co Was zanudzać ;) Ostatnie możecie podejrzeć poniżej.








Ogromnie podobają mi się te grube sploty :)
Będąc na fali szydełkowego szaleństwa, oraz będąc w okolicy dobrze zaopatrzonej pasmanterii (przynajmniej jeśli porównywać do pasmanterii w mojej okolicy) skusiłam się na cotton spaghetti oraz szydełko w rozmiarze 12 (!) - na tą chwilę największe w mojej kolekcji. Pierwsze próby za mną.
W porównaniu do sznurka bawełnianego spaghetti bardziej "ślizga się" po szydełku i łatwiej naciąga, ale co najważniejsze tak samo dobrze trzyma kształt.


Jak widzicie maszyny ostatnio u mnie dużo mniej. Uszyłam jedynie zagłówek w ramach mojego "szycia na odprężenie". I w tym wypadku był to bardzo mały projekt i bardzo szybki efekt, a najwięcej czasu zajęło składanie i rozkładanie maszyny :)


Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do motania sznurkowego dywanu, który na obecną chwilę ma ponad 60 cm średnicy, a ja nadal nie zdecydowałam jaką wielkość chcę osiągnąć docelowo ;)

poniedziałek, 11 maja 2015

Nocne szafki - sypialni cd.

Zaczynaliśmy od taboretów. Myślę, że nie tylko my jedni :P Taborety były pożyczone od rodziców i zamieniliśmy je po jakimś czasie na półki. Nie były złe, przynajmniej pasowały kolorystycznie do szafy.
Kolejnym etapem był remont sypialni. Totalna demolka i rozpoczynanie od nowa. W sumie tylko okno i kaloryfer pozostały, choć ten ostatni zmienił kolor na szary. Wtedy znowu wróciły taborety :P Tym razem białe. Problem z nimi był tylko jeden - mało miejsca, a my i książki przy łóżku trzymamy i budzik, telefon, kubek, krem, lampkę... Rozpoczęłam poszukiwania stolików idealnych. Takich z półeczką i może szufladką. Nie za małych i nie za dużych. W jasnym kolorze, drewnianych i nie za drogich. No i nie znalazłam. A w tym czasie Mężowi wykiełkował pomysł. Nie do końca byłam przekonana, ale odpuściłam, niech ma. No i jak ja teraz jestem zadowolona. Zobaczcie sami:






Skrzynki znalezione na olx.pl. Sprzedający dostosował się do naszych sugestii. Potem Mąż dorobił w obu półeczki i gotowe :) Co myślicie?

Do następnego :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Majówka

Był odpoczynek, szycie i szydło.
Powstał kosz Koszysław I - pewnie nie ostatni. Uszył się też ciuch z wykroju z Burdy (wreszcie).


Efekt szycia postaram się wkrótce pokazać - jeśli uda się zrobić przyzwoite zdjęcia ze mną w roli modelki (to nigdy nie było i nie będzie łatwe).
A jak Wasz weekend?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...